Dzienniki (1822 - 1853). Autor: EUGENE DELACROIX (indeks: 98)

62.50PLN


Dzienniki 1822-1853 - tom 1

Autor: Eugenie Delacroix
Wydawnictwo: Słowo/Obraz Terytoria , Październik 2003
ISBN: 83-89405-46-6
Liczba stron: 544
Wymiary: 162 x 215 mm
Tłumaczenie: Joanna Guze , Julia Hartwig
 
Zbiór notatek i komentarzy malarza, postrzeganego jako postać przełomowa w dziejach nowoczesnej sztuki. Na Dzienniki składają się nie tylko informacje o indywidualnych źródłach i inspiracjach artysty, lecz także relacje z życia codziennego oraz intymne wynurzenia malarza. Ta książka - pisana barwnym językiem - przeznaczona jest nie tylko dla historyków sztuki, ale przede wszystkim dla tych, którzy chcą się dowiedzieć czegoś nowego o życiu osobistym Delacroix i czasach, w których żył.

Dzienniki 1822-1853 - tom 1
Autor: Eugenie Delacroix
Recenzja ''Gazeta Wyborcza'' Dorota Jarecka  Więcej o recenzencie

''Dzienniki'' Eugene Delacroix ukazują się w Polsce po raz drugi. Szkoda, że bez wstępu, który pomógłby ułożyć ze zwierzeń artysty spójny obraz Dzienniki wielkiego francuskiego malarza zostały przyswojone polszczyźnie przez Julię Hartwig, świetną poetkę, i Joannę Guze, wybitną tłumaczkę francuskiej prozy - dzięki niej możemy sięgać po polskie przekłady esejów Camusa i Malraux, tekstów o sztuce Baudelaire'a i Verlaine'a, listów Van Gogha. ''Dzienniki'' ukazują się w Polsce po raz drugi. Świetnie, że słowo/obraz/terytoria przypomina tę cudowną książkę, szkoda, że zaciera ślady. W tomie pierwszym nie ma żadnego odwołania do edycji z 1968 r., która była częścią obszernej serii poświęconej teorii sztuki wydawanej w Instytucie Sztuki pod redakcją Juliusza Starzyńskiego. Wydawca obiecuje nadrobić brak tej informacji w drugim tomie, który wyjdzie na początku przyszłego roku. Nie nadrobi innego braku - w obecnym wydaniu nie ma wstępu Starzyńskiego - znakomitego polskiego uczonego. Nie zastąpiono go żadnym innym. Delacroix był romantykiem, ale to nie znaczy, że by go zrozumieć, wystarczy pójść na żywioł. Mamy przed sobą myśli spisywane pod wpływem kaprysu i rutyny, szczęścia i rozgoryczenia, jak ułożyć z nich spójny obraz? Delacroix ze swoją myślą o sztuce jest między Stendhalem a Baudelaire'em. Zainspirowany ''Historią malarstwa we Włoszech'' Stendhala sam stał się idolem Baudelaire'a. Był wcieleniem świadomości romantycznej epoki. Rozmówca Chopina i George Sand, przyjaciel Géricault - pozował do jego obrazu ''Tratwa Meduzy'', manifestu nowej szkoły w malarstwie francuskim, czytelnik Byrona, Szekspira, Poego, J.J. Rousseau. Miał w sobie tę sprzeczność, która właściwa była również Baudelaire'owi: Delacroix, krytyk współczesnej cywilizacji, przekonany o jej postępującym upadku moralnym, jest jednocześnie człowiekiem nowoczesnym, zwolennikiem postępu. W ''Dziennikach'' są ślady jego zainteresowania fotografią, wiadomo, że korzystał z jej zdobyczy. Miał jednocześnie niskie pojęcie o jej samodzielnej wartości. ''To dagerotyp w rzeźbie'' - mówi Delacroix o rzeźbach Clésingera (zięcia George Sand), które mu się nie podobają. Dziennik jest zwierzeniem, trzeba w nim polubić chaos, który jest logiką ludzkiego życia. Między rokiem 1824 a 1847 jest długa przerwa, wypełniona tylko dziennikiem podróży do Maroka w 1832 r. To nie jest zatem cała historia malarstwa Delacroix. Nie ma na przykład epizodu malowania pod wpływem wydarzeń Rewolucji Lipcowej ''Wolności wiodącej lud na barykady''. Brak ciągłości stwarza napięcie. Najpierw czytamy zapiski rozgorączkowanego, rozerotyzowanego młodzieńca, zaraz potem zgorzkniałego, zdystansowanego do własnych uczuć mężczyzny, co zapowiada jeszcze inne rozkosze drugiego tomu dzienników z lat 1853-1863, pisanych w wieku, który wówczas nazywało się starością.